Czasem jest mi wstyd za innych
Ja naprawde ciesze sie, ze jestem z kraju, z ktorego jestem. Z bardzo wielu powodow. Jest jednak kilka takich momentow kiedy robi mi sie wstyd za innych i az chce mi sie zapasc pod ziemie. Jedna z takich sytuacji ma miejsce za kazdym razem kiedy lece do Polski, moment przed wejsciem na poklad. Ja nie wymagam od wszystkich znajomosci angielskiego czy cos w tym rodzaju, ale jak pani przy bramce gestykuluje w ktora strone sie ustawiac to chyba wypadaloby sie dostosowac co nie? Normalni ludzie nie ustawiaja sie dokladnie tam gdzie strzalki pokazuja po to, zeby reszta burakow mogla sie od drugiej strony jak bydlo wepchnac pod same drzwi. Jak mnie to strasznie irytuje. Przeciez miejsc nie zabraknie a jak jeden z drugim akurat nie usiadzie pod oknem to chyba swiat sie nie zawali co? Nieznajomosc jezyka niewiele ma tu do rzeczy i to w ogole nie jest powod do tego, zeby taka babke pod bramka totalnie zignorowac. Tak sie tez sklada, ze matka z malenkim dzieckiem na rekach przeciskajaca sie do przodu ma akurat pierwszenstwo wejscia na poklad i zasranym obowiazkiem kazdego jest jej przepuszczenie, a nie – jeszcze wieksza barykada – bo gdzie sie wredna pchac bedzie. Nie rozumiem tez, po co ten zryw pod bramke na 50 minut przed pojawieniem sie jakiejkolwiek osoby z obslugi lotu. Przeciez na bilecie jest jak wol napisane o ktorej godzinie zaczyna sie wpuszczanie na poklad. Nie wiem, moze przesadzam, moze czegos poprostu nie rozumiem ale takie wlasnie sytuacje az wzbudzaja we mnie agresje i naprawde robi mi sie wstyd za to, ze jestem z tego samego kraju co te wszystkowiedzace, lokciami rozpychajace sie pepki swiata. Troche kultury – az chce sie powiedziec.

Też tak myślałem, że w ten sposób robimy tylko my – polacy, aż razu pewnego leciałem z Dublina do Brukseli i oglądałem podobne sceny przy mojej bramce i tej po sąsiedzku z której oczekujący mieli lecieć do Sztokholmu.
Najwyraźniej, na lotniskach, dogoniliśmy europę już tak dawno, że nie zauważyłeś tego szegółu ;)