O tym jak soft na GPLu po raz kolejny uratowal mi dupe :)

"iwi - a usuniesz mi kiedys ta partycje z ubuntu bo ja i go nie uzywam" - i od tego sie wszystko zaczelo. Sie przygotowalem nawet. Sciagnalem ostatnia wersje GParted Live CD, zabralem ze soba plytki z Windami (XP i Vista) i asekuracyjnie knoppixa. Chwilke wczesniej poczytalem sobie (tak dla pewnosci) co i jak i ze przywracanie MBR-a w Viscie to kwestia dwoch klikniec. Na dziendobry (zamiast na dowidzenia) pomyslalem sobie, ze po co bede sie bawil GParted skoro Vista sama sobie poradzi z rozszerzonymi partycjami. No to sru, klik klik, i mamy wolna przestrzen przeznaczona na nowa partycje NTFS-owa w miejscu gdzie jeszcze przed chwilka lezalo sobie stare dobre Ubuntu. Jest spoko mysle sobie, zaraz bedzie koniec i bedzie mozna ze spokojem sie napic piwka. Reboot i spodziewana wysypka gruba - bo przeciez zniknela partycja ze stage 2. Nic to mysle sobie, przeciez mam knoppixa a na nim pewnie jest ms-sys, ktory mi przywroci MBR do windzianego i na tym sie sprawa zakonczy. Okazalo sie, ze to byl jeden z tych pomyslow, przez ktore pozniej skacze adrenalina i ma sie chec zapasc pod ziemie ale o tym dowiedzialem dopiero pozniej. Szybki restart, knoppix zbootowany, teraz tylko ms-sys -m /dev/sda i po krzyku. Po paru sekundach komunikat ze nowy MBR zostal pomyslnie zainstalowany. Reboot, i krzaki na ekranie zamiast ladnego spasha Visty. Hmmm, cos poszlo nie tak mysle sobie. Nic to, pewnie da sie to naprawic (tak jak to zawsze bylo z XPem) z plytki instalacyjnej systemu. Kolejny reboot, rozruch z plytki Vistowej, klik w "repair your computer", klik w "startup repair" i cos zaczelo sie dziac. Po jakichs 15 minutach system uprzejmnie oznajmin ze operacja sie nie udala i zapytal, czy chce wyslac raport o bledach do M$. No to googlamy, ooo super - jest przeciez takie narzedzie wiersza polecen ktore sie zowie bootrec i wykorzystywany jest wlasnie w przypadku takich kwiatkow jak moj. Niestety zaden ze sposobow uruchomienia tego programu nie poparwil mojej sytuacji, partycja niby jakas tam byla ale kiedy chcialem uruchomic na niej chkdsk'a dowiadywalem sie tylko, ze jest w formacie RAW i ze musi byc najpierw sformatowana. Reboot do knoppixa i tutaj tez sie okazuje, ze niby partycja jest, ale ni hu hu nie da sie jej w zaden sposob podmontowac. W tym momencie prawie osiwialem bo sie okazalo, ze znajomej zalezy DOSC MOCNO na danych, ktore na tej zniknietej partycji sobie spokojnie lezaly. No to znowu googlamy, w odpowiedzi na zapytanie znalazlem cala mase tutoriali o tym jak to przywrocic MBR Visty, niestety, wiekszosc konczyla sie na etapie bootrec'a i dopiero zapytanie odnosnie "formatu RAW partycji" podpowiedzialo mi ze moge uzyc takiego fajnego GPLowego narzedzia jakim jest TestDisk. Narzedzie to skanuje dysk w poszukiwaniu uszkodzonych (czy tez usunietych) partycji po czym probuje je przywrocic. Skan trwal stosunkowo dlugo (w moim przypadku bylo to ok 45 minut dla dysku 160GB) ale po tym czasie oczom moim ukazala sie lista dostepnych do przywrocenia partycji a wsrod nich niesczesna partycja NTFSowa na ktorej mi tak bardzo zalezalo. Dalej bylo juz tylko wskazanie, ze ma to byc aktywna partycja podstawowa, zapisanie nowej tablicy, proba przywrocenia Vistowego MBRa z odnalezionego na tej wlasnie partycji backupu no i na koniec reboot. Niestety az tak dobrze nie ma - system nadal nie wstawal. Tym razem uzycie bootrec kolejno z opcjami /fixmbr i /fixboot z awaryjnie uruchomionego dysku Vistowego przynioslo oczekiwany efekt i po restarcie oczom moim ukazal sie jakze mocno oczekiwany spash Vistowy.

Skad wzial sie problem?
Pewien na 100% nie jestem, ale wydaje mi sie ze ten nieszczesny pomysl z uzyciem ms-sys (jak pozniej doczytalem z dokumentacji) troszke mi nabrudzil bo opcja -m owszem i przywraca MBR ale w wersji 2000/XP/2003 (co jest dosc rozne od Vistowego).

MORAL:
zanim bezmyslnie wykonasz polecenie ze znalezionego na sieci How-To, przeczytaj dokladnie dokumentacje narzedzia, ktore masz zamiar wykorzystac.
Innym probleme jest tez brak kopii bezpieczenstwa ale to juz osobny temat.