Prawie zostałem googlerem.

Wszystko zaczęło się prawie 3 miesiące temu porą jak dla mnie wczesno-śniadaniową (koło 9 nad ranem) kiedy po standardowym budziku dobudziło mnie piknięcie telefonu oznaczające otrzymanie nowego maila. Z leksza jeszcze zaspany spojrzalem na telefon i przeczytałem, że z LinkedIn przyszedł do mnie email o jakże wszystko mówiącym tytule "InMail: You have a new message". Nie raz mi sie coś podobnego wcześniej zdarzało wiec bez większego entuzjazmu zacząłem czytać dalej.

We are currently recruiting for a Corporate Operations Engineer for our European Head Quarters in Dublin.
I'm not sure if you are looking at the moment but I have taken the liberty of including a link to the job description. If you could take the time to review and let me know what you think I would appreciate it.
If you are not interested please feel free to forward the details to anyone who you think maybe interested.

Fajnie, pomyślałem sobie - Czyli warto było przez cały ten czas uaktualniać swój profil na LinkedIn i kilka otrzymanych rekomendacji też pewnie trochę pomogło. W końcu może się to do czegoś przydać. Wcześniej co prawda, też kilka razy zdarzyło mi się dostać wiadomość via LinkedIn w sprawie pracy ale przeważnie było to od jakiegoś pracownika agencji rekrutacyjnej i tak jakoś nie paliło mi się ze zmianą ani pracy ani miejsca zamieszkania (bo wszystkie oferty które dostawałem były dziwnym trafem z Dublina). Poniżej treści znajdował się jeszcze link do ogłoszenia na irishjobs.ie, w który szczerze mówiąc nie specjalnie chciało mi sie od samego rana klikać.
Adrenalina podskoczyła mi dopiero po przeczytaniu podpisu nadawcy:
European IT Staffing, Google Ireland Ltd.
Szybki wyskok z wyrka, kilka głębokich wdechów, szybki spacer od okna do drzwi,od drzwi do okna, od okna do drzwi, od drzwi do okna.... ale zajebiscie, w koncu dzieje sie cos ciekawego i jest szansa na prace w mega ciekawym miejscu.
Kiedy emocje opadły nastąpiła wymiana kilku maili i na koniec zostałem poproszony o podesłanie aktualnego CV. Później było nudno, bo śniadanie, jakieś inne pierdoły codzienne aż do godziny 16, wyjazd po Kasie do pracy i.... telefon z dublińskiego numeru.... łał - myślę sobie - szybcy są. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale akurat prowadziłem auto wiec na pytanie "czy mogę rozmawiać" odpowiedziałem, że nie bardzo i czy mógłby oddzwonić za dwie godziny :) Całkiem sympatyczny gość tak jak powiedział, tak też zrobił i oddzwonił dwie godziny później. Przedstawił procedurę rekrutacji (czyli najpierw rozmowa telefoniczna, po której jeżeli wszystko pójdzie dobrze będą rozmowy w siedzibie firmy), opowiedział kilka słów o samym ogłoszeniu i na koniec dodał, że pierwszy etap rekrutacji odbędzie się za max 2 tygodnie. Minął tydzień, drugi, trzeci, czwarty.... trochę zacząłem się zastanawiać co się dzieje i napisałem maila z pytaniem o to co biega. Godzinę później dostałem maila z przeprosinami, że to tak długo trwa i że nie ma żadnych nowości w temacie i zostanę poinformowany kiedy tylko zacznie się coś dziać. Minął tydzień, drugi, trzeci... znowu zacząłem się zastanawiać o co chodzi. Odpowiedź na kolejnego maila dostałem telefonicznie, znowu z przeprosinami i wyjaśnieniem że nie dalej jak za tydzień będzie wiadomo dokładnie co i jak. Po paru dniach miałem już ustawione interview telefoniczne.
Trochę zestresowany odebrałem telefon, który ku mojemu zdziwieniu przedstawił się prefixem +49 a nie jak się spodziewałem - jako dubliński numer lokalny. Gadka trwała chyba z 50 minut, moim zdaniem poszła całkiem nieźle a na koniec zeszła na temat ostatnio obejrzanego przeze mnie filmu. Wymieniliśmy klika opinii po czym zostałem poinformowany, że w ciągu tygodnia powinienem otrzymać odpowiedź od mojego rekrutera. Tydzień okazał się kilkugodzinny i już po 3 godzinach od zakończenia telefonicznego interview dowiedziałem się, że całkiem nieźle mi poszło po czym zostałem zaproszony do głównej siedziby w Dublinie na 4 (słownie CZTERY) osobne rozmowy.
Potwierdzenie z dokładniejszymi informacjami przyszło dwa dni później. Zaczynamy w poniedziałek o 11.30 interview z kimś na miejscu, chwila przerwy, wideokonferencja z kimś z biura w Curychu w Szwajcarii, lunch z chłopakami z działu do którego startuję, kolejna rozmowa - tym razem chyba z lokalnym szefem IT i na koniec wideokonferencja z Nowym Jorkiem. MASAKRA - dawno nie przechodziłem takiego świdrowania umysłu. Każde kolejne pytanie zdawało się być jeszcze bardziej dokładne i oczekiwało jeszcze bardziej precyzyjnych odpowiedzi. Co za firma - tam, aż chce się pracować. Zwykłe wyjście na siku zmusza umysł do myślenia, bo nad pisuarami zamiast reklam wisi jakaś ciekawostka (np tekst o alokacji pamięci w Javie). Wszędobylskie googlowe gadżety i zabawki momentami sprawiały wrażenie przedszkola dla dorosłych - tylko ten nawał monitorów jakoś mi do tego nie pasował. Całkiem zadowolony z siebie, budynek opuściłem po 16.
Nieoficjalnej odpowiedzi miałem się spodziewać w kolejny poniedziałek. Minął weekend, minął poniedziałek, mijał wtorek, telefon zadzwonił kiedy byłem w drodze do szkoły (o godzinie 17.40).... "przykro mi, ale nie mam dobrych wieści" wystarczyło żeby zrozumieć, że nic z tego nie będzie.... "technicznie wypadłeś całkiem dobrze, ale szukamy kogoś bardziej Customer Oriented".... KURWA :/


Mówi się trudno, żyje się dalej. Jak nie tym razem to innym. Tak czy inaczej była to ciekawa przygoda, strasznie przy tym motywująca.

O tym jak soft na GPLu po raz kolejny uratowal mi dupe :)

"iwi - a usuniesz mi kiedys ta partycje z ubuntu bo ja i go nie uzywam" - i od tego sie wszystko zaczelo. Sie przygotowalem nawet. Sciagnalem ostatnia wersje GParted Live CD, zabralem ze soba plytki z Windami (XP i Vista) i asekuracyjnie knoppixa. Chwilke wczesniej poczytalem sobie (tak dla pewnosci) co i jak i ze przywracanie MBR-a w Viscie to kwestia dwoch klikniec. Na dziendobry (zamiast na dowidzenia) pomyslalem sobie, ze po co bede sie bawil GParted skoro Vista sama sobie poradzi z rozszerzonymi partycjami. No to sru, klik klik, i mamy wolna przestrzen przeznaczona na nowa partycje NTFS-owa w miejscu gdzie jeszcze przed chwilka lezalo sobie stare dobre Ubuntu. Jest spoko mysle sobie, zaraz bedzie koniec i bedzie mozna ze spokojem sie napic piwka. Reboot i spodziewana wysypka gruba - bo przeciez zniknela partycja ze stage 2. Nic to mysle sobie, przeciez mam knoppixa a na nim pewnie jest ms-sys, ktory mi przywroci MBR do windzianego i na tym sie sprawa zakonczy. Okazalo sie, ze to byl jeden z tych pomyslow, przez ktore pozniej skacze adrenalina i ma sie chec zapasc pod ziemie ale o tym dowiedzialem dopiero pozniej. Szybki restart, knoppix zbootowany, teraz tylko ms-sys -m /dev/sda i po krzyku. Po paru sekundach komunikat ze nowy MBR zostal pomyslnie zainstalowany. Reboot, i krzaki na ekranie zamiast ladnego spasha Visty. Hmmm, cos poszlo nie tak mysle sobie. Nic to, pewnie da sie to naprawic (tak jak to zawsze bylo z XPem) z plytki instalacyjnej systemu. Kolejny reboot, rozruch z plytki Vistowej, klik w "repair your computer", klik w "startup repair" i cos zaczelo sie dziac. Po jakichs 15 minutach system uprzejmnie oznajmin ze operacja sie nie udala i zapytal, czy chce wyslac raport o bledach do M$. No to googlamy, ooo super - jest przeciez takie narzedzie wiersza polecen ktore sie zowie bootrec i wykorzystywany jest wlasnie w przypadku takich kwiatkow jak moj. Niestety zaden ze sposobow uruchomienia tego programu nie poparwil mojej sytuacji, partycja niby jakas tam byla ale kiedy chcialem uruchomic na niej chkdsk'a dowiadywalem sie tylko, ze jest w formacie RAW i ze musi byc najpierw sformatowana. Reboot do knoppixa i tutaj tez sie okazuje, ze niby partycja jest, ale ni hu hu nie da sie jej w zaden sposob podmontowac. W tym momencie prawie osiwialem bo sie okazalo, ze znajomej zalezy DOSC MOCNO na danych, ktore na tej zniknietej partycji sobie spokojnie lezaly. No to znowu googlamy, w odpowiedzi na zapytanie znalazlem cala mase tutoriali o tym jak to przywrocic MBR Visty, niestety, wiekszosc konczyla sie na etapie bootrec'a i dopiero zapytanie odnosnie "formatu RAW partycji" podpowiedzialo mi ze moge uzyc takiego fajnego GPLowego narzedzia jakim jest TestDisk. Narzedzie to skanuje dysk w poszukiwaniu uszkodzonych (czy tez usunietych) partycji po czym probuje je przywrocic. Skan trwal stosunkowo dlugo (w moim przypadku bylo to ok 45 minut dla dysku 160GB) ale po tym czasie oczom moim ukazala sie lista dostepnych do przywrocenia partycji a wsrod nich niesczesna partycja NTFSowa na ktorej mi tak bardzo zalezalo. Dalej bylo juz tylko wskazanie, ze ma to byc aktywna partycja podstawowa, zapisanie nowej tablicy, proba przywrocenia Vistowego MBRa z odnalezionego na tej wlasnie partycji backupu no i na koniec reboot. Niestety az tak dobrze nie ma - system nadal nie wstawal. Tym razem uzycie bootrec kolejno z opcjami /fixmbr i /fixboot z awaryjnie uruchomionego dysku Vistowego przynioslo oczekiwany efekt i po restarcie oczom moim ukazal sie jakze mocno oczekiwany spash Vistowy.

Skad wzial sie problem?
Pewien na 100% nie jestem, ale wydaje mi sie ze ten nieszczesny pomysl z uzyciem ms-sys (jak pozniej doczytalem z dokumentacji) troszke mi nabrudzil bo opcja -m owszem i przywraca MBR ale w wersji 2000/XP/2003 (co jest dosc rozne od Vistowego).

MORAL:
zanim bezmyslnie wykonasz polecenie ze znalezionego na sieci How-To, przeczytaj dokladnie dokumentacje narzedzia, ktore masz zamiar wykorzystac.
Innym probleme jest tez brak kopii bezpieczenstwa ale to juz osobny temat.

CCNA - checked :)

Dear Marcin Iwinski,
Congratulations on successfully completing the CCNA certification requirements.

Mam nadzieje, ze mi to chociaz troszke pomoze w poszukiwaniu nowej pracy :)

Nastepny cert na celowniku, ktory mam nadzieje uda mi sie zdobyc jest z troche innej beczki - fce.

Linux Professional Institute:

Congratulations on obtaining your LPIC-1 certification and joining the
world's largest community of Linux and Open Source professionals.



Kolejny na liscie todo to CCNA :)

vim rocks

Vim rzadzi i basta! Nie dam sobie inaczej powiedziec :) Przegladalem wlasnie helpa coby sobie przypomniec jakies pierdoly, ktorych dawno nie uzywalem. Za kazdym razem, kiedy to robie odkrywam nowe mozliwosci tego edytora i az dziw bierze, ze moglem bez nich wczesniej sobie jakos radzic :)

Panowie „konstruktorzy” – szacuneczek :)

laptopowy grzejniczek

Tak sobie mysle, czy poza mna ktos jeszcze uzywa laptopowej zasilalki do ogrzewania stop :) Jak na moje sprawdza sie ona w tym znakomicie :)
Zeby jeszcze tylko dalo sie jakos temperaturke kontrolowac to juz w ogole bylby bajer :)

to blip czy magnet swiruje?

PING blip.pl (91.197.13.170) 56(84) bytes of data.
From lon-telehn-edge1.magnet.ie (85.91.0.169) icmp_seq=1 Time to live exceeded
From lon-telehn-edge1.magnet.ie (85.91.0.169) icmp_seq=2 Time to live exceeded
^C
—- blip.pl ping statistics —-
2 packets transmitted, 0 received, +2 errors, 100% packet loss, time 1003ms


co ciekawe – wychodzac z chorusowego lacze ktore mam w domu (NTL) wszystko gra.

No i z gadu-gadu.pl mamy identyczna sytuacje.

a takie ciekawostki pokazuje mtr blip.pl
1. 10.2.0.1 0.0% 29 0.9 1.1 0.9 3.1 0.5
2. c-chf-dsl1.magnet.ie 0.0% 29 106.8 60.2 28.8 231.3 54.2
3. c-chf-dsl2.magnet.ie 0.0% 29 80.8 56.2 28.5 223.1 49.5
4. c-chf-dsl3.magnet.ie 0.0% 29 60.8 58.6 28.5 241.5 56.1
5. c-chf-dsl4.magnet.ie 0.0% 29 47.8 57.7 28.4 252.1 55.5
6. c-esb-dist1b.magnet.ie 0.0% 29 119.4 59.9 29.4 213.0 54.0
7. wd-esb-dist1a.magnet.ie 0.0% 29 163.2 62.3 30.0 264.7 63.1
8. wd-esb-dist1b.magnet.ie 0.0% 29 149.7 58.9 30.3 205.5 53.2
9. d-clon-core1b.magnet.ie 0.0% 29 146.8 61.4 32.8 231.5 51.9
10. lon-telehn-edge1.magnet.ie 0.0% 29 162.2 73.0 43.2 243.1 52.7
11. d-clon-core1b.magnet.ie 0.0% 29 127.3 77.6 42.8 257.8 64.2
12. lon-telehn-edge1.magnet.ie 0.0% 29 218.8 93.3 53.2 238.7 65.4
13. d-clon-core1b.magnet.ie 0.0% 29 93.2 86.2 53.5 257.2 57.4
14. lon-telehn-edge1.magnet.ie 0.0% 29 148.4 94.7 63.5 246.7 55.6
15. d-clon-core1b.magnet.ie 0.0% 29 112.5 93.1 63.1 250.0 51.5

Ciekawe ilu ludzi wlasnie sie zdenerwowalo na to, ze gg znowu nie dziala :)

buraki, hehe

Operating Systems Fundamentals

Wlasnie wrocilem ze szkoly… Zrobilo sie ciekawiej w tym semestrze bo i bazy danych i Systemy Operacyjne. Zapowiada sie niezle. Powinno byc troche dziubania. Zwlaszcza na Systemach. Wiekszosc obecnych na sali studentow jakos tak dziwnie sie usmiechnela kiedy babka rzucila cos typu „przestalam mowic zle o MS, od kiedy ufundowali scholarship dla mojego syna” :)
Laborki beda chyba na Susle lub jakiejs wiekszej maszynce SUNowej (pewnie z terminali). Mamy sie wgryzac w porcesy, zarzadzanie pamiecia, obsluge przerwan i inne takie pierdoly jak to UNIX od podszewki dziala. Babka wydawala sie od poczatku calkiem sensowna….. do slajdu z wypisanymi przykladowymi systemami gdzie przy pozycji UNIX dowiedzialem sie, ze „UNIX jest fajny bo jest open-source i mozna sie bardziej zaglebic w to jak dziala – w dodatku za darmo” lub jako przyklady UNIXa podajac „SUN, AIX i Linux napisany przez tego Fina z GNU”.
No nic – przynajmniej jakies fakty kojarzy no i tak czy inaczej – zapowiada sie to to calkiem interesujaco.

strasznie lubie kiedy sprawdzaja sie moje pomysly :)

No to od poczatku… Dawno, dawno, temu…. nie no – nie az tak dawno – bedzie moze ze dwa lata. Jeszcze za czasow kiedy bylem w dziale zwanym Debug, wpadlem na pomysl „uruchomienia” czegos a’la „dzialowa baza wiedzy” gdzie kazdy gosc z naszego dzialu moglby dopisywac jakies ciekawostki dla potomnych. Glownym tego powodem byl brak jakiegokolwiek szkolenia dla nowych pracownikow debugu, no i moje lenistwo, bo ile mozna ludziom powtarzac to samo.
Hmmm…. cos latwodostepnego, co kazdy moze edytowac…. toz to cokolwiekwiki jak znalazl.
Mialo to byc male, wcale nieskaplikowane, niewiele wymagajace – padlo na PmWiki.
Po 2 latach uzytkowania tego w koncu ktos zauwazyl, ze to wcale nie byl najgorszy pomysl. Od tamtego czasu nasze wiki rozroslo sie dosc znacznie, Debug dorobil sie 2 nowych pracownikow, szkolenia „wprowadzajace” jak sie nie odbywaly tak nadal sie nie odbywaja, a nowi jakos sobie radza :)
Kilka tygodni temu jeden z inzynierow z centrali, bezposrednio wspolpracujacy z debugiem zapytal czy oni tez moga sie do tego naszego wiki podlaczyc a dzis zadzwonil szef obslugi posprzedazowej (czyli najprosciej tlumaczac – naprawa pogwarancyjna) i zapytal czy tez moga miec „cos takiego jak ma debug”. :) hehe…. Teraz sie tylko zastanawiam, czy to ma sens nadal ciagnac to na PmWiki, czy lepiej przemigrowac to to np na mediawiki z osobna baza mysqlowa. PmWiki uzywa „flat fajli” zamiast bazy – aczkolwiek jak dotad nie bylo z tego tytulu zadnych problemow.

Nowe zabawki cd

Przed chwila rozmawialem z szefowa. Powiedzialem, ze zaczalem dziubac te thinkpady z rana i ze wygladaja slodko – takie cegielki. Pokazuje jej jednego – a ona na to, ze jej sie nie podobaja. Bo za nudny, bo za prosty. Pewnie dla tego wszyscy mamy w dziale aj ti te wielkie, kurewsko ciezkie, bialo-srebrne soniacze – takie sliczne, z fajnym logo na pokrywie. Zeby jeszcze mialy cos ciekawego w srodku, ale nie – co tam. Jedyna rzecza, warta uwagi jest calkiem niezle swiecaca matryca. Chociaz nie wiem jak sie ona prezentuje w jakims dziwnie padajacym swietle. O tym, ze uklad klawiatury ssie mialem nawet pisac osobna notke, chyba nawet mam ja w szkicach, a ten zakurwiscie wielki touchpad tylko utrudnia zycie bo duzo latwiej na niego wpasc przypadkowo i pod koniec maila uswiadomic sobie, ze kilka zdan dopisalo sie nie na koncu tylko gdzies w przypadkowo kliknietym miejscu.
A i juz nie raz udalo mnie sie odczuc, ze siny zab to by sie i nawet przydal :/

Dzis rano przyjechaly nowe zabawki na produkcje

IBMowe …. wroc – Lenovowe PeCety ThinkCentre A57 sztuk 4 z Core 2 Duo i innymi takimi pierdolami calkiem sobie radzacymi kiedy je tak do kupy poskladano + sztuk 7 (slownie siedem) ThinkPadow …. tylko R61 co prawda – no ale od kiedy zostalem fanem tej firmy z trzema literkami w logo nawet na takie zabawki w naszej firmie sie ciesze. Teraz trzeba je tylko downgradnac do WinXP i posadzic tym biednym, nie zdajacym sobie sprawy z tego co robia, operatorom na linki…. coby wtykali w nie rozne cardbusowo-expresowo-usbowe wynalazki nasze.

A last.fm coraz lepiej sie ostatnimiczasy wpasowuje w moje gusta muzyczne zapodajac aktualnie ACepiorunDeCe Highway to Hell zaraz po Brackiej Turnaua.

FOSS w naszej firmie :)

Jakos tak mi sie lepiej robi kiedy widze, ze zainteresowanie FOSS w naszej firmie (w naszym „oddziale” dokladniej mowiac – bo w HQ jakos sobie z tym radza) jest coraz lepsze :)
Szkoda tylko, ze ci moi tutejsi informixi w ogole nie kumaja calej idei i jedyne co mozna od nich na razie uslyszec to „ok – we can try it if it’s for free”.
No nic – troche to jeszcze pewnie potrwa, ale jakos moze uda mnie sie ich odpowiednio wyedukowac. Ktos to przeciez musi zrobic :)

Wczorajszy „wyklad” o GPL i RMS’ie, ktory dalem Dave’owi np popchnal go do tego, ze sobie z ciekawosci wikipedie az otworzyl :)
Jak na poczatek to chyba calkiem niezle co ? :D

Ciekawe sie pracuje w takiej firmie….

.... ktora robi wlasnie to co robi i te male urzadzonka, ktore schodza od nas z linki widzi sie za jakis czas u wiekszosci operatorow komorkowych :)

praca, dom, praca, szkola, dom

Wszystko to w proporcjach praca 50%, szkola 35%, dom 15%.
Mniej wiecej w ten sposob wyglada ostatnio moj harmonogram zajec :/
Nic wiec dziwnego, ze moja osobista druga polowka narzeka na brak wspolnie spedzanego czasu. Stopien zaawansowania tego problemu urosl juz do tego stopnia, ze planuje Ona powrot do Kraju celem zaoszczedzenia kilku chwil mojego dnia na jakies inne czynnosci.
O znajomych juz nawet nie wspominam – bo Ci juz dawno zaprzestali mnie informowac o jakichkolwiek „iwentach” integracyjno-rozrywkowych.
Na nowym stanowisku w pracy – calkiem jest przyjemnie. Okolo 8 rano wchodze do firmy....... BANG ...... i jest 16.30 – czas wychodzic. A zaleglosci urosly juz do takiego poziomu, ze zaczynaja okupowac juz druga szuflade mojego biurka. Ze nie wspomne o wszystkich tych „not urgent” zadaniach, wylegujacych sie na biurku w oczekiwaniu wolnej chwili, coby sie nimi zajac „tak przy okazji”.
Gdzie te czasy, kiedy ze spokojem mozna bylo przyjsc rano, wypic kawe, przebrnac przez wszystkie wiadomosci greader’owe i dopiero zajac sie praca.
Co do samego greadera – mam takie dziwne wrazenie, ze podczas projektowania, uwzgledniono sytuacje takich osobnikow jak ja – i celowo zatrzymano licznik nieprzeczytanych wiadomosci na 1000+..... bo i po co irytowac jeszcze bardziej biednych, zarobionych czytaczy. Codziennie mowie sobie, ze pewnego dnia przebrne przez wszystkie te pogrubione pozycje i zmienie ich status na „przeczytane” – niestety – mam takie dziwne przeczucie, ze zblizam sie wielkimi krokami do czynnosci pt „oznacz wszystkie jako przeczytane” :/ ..... A przeciez tak bardzo chce przez to wszystko przebrnac, coby sie nie zmarnowalo.

Welcome to the real world, czy ja po prostu jestem slaby z planowania czasu ??

PS
zastanawiam sie nad dodaniem nowej, DOMYSLNEJ kategorii postow….. narzekanie czy jakos tak podobnie brzmiaco….

widzialem allegro.pl

tak od strony technicznej. Myslalem, ze z papci wyskocze :)

normalnie jak baba

Chcialem sobie ostatnio troche humor poprawic, a ze nosilo mnie strasznie na jakis nowy gadzet to sobie jednak kupilem myszke.

Troche sie trzeba nauczyc rolke obslugiwac, ale jest zajebista, no nie powiem :)

Czy ktos moze mnie uswiadomic gdzie w Kopete podaje sie temat dla pojedynczej wiadomosci slanej po jabberze??
Wyglada mi na to, ze w ogole sie nie da - ale az mi sie wierzyc nie chce :/
PSI sobie z tym radzi doskonale a tu jakos nie moge tego znalezc.
I tak k. zawsze - przekonujesz sie w koncu, ze mozna na tym pracowac i miec wszystkie komunikatory w jednym miejscu, a tu nagle sie okazuje, ze o takiej podstawowej funkcjonalnosci jak tematy wiadomosci komus sie zapomnialo. :/
Moze nie jest to do zycia niezbedne - tylko jak teraz np dodawac notki do jogga ??

programista to wlasciwie ze mnie zaden

na tworzeniu stronek tez za bardzo sie nie znam.... ale moim zdaniem to, ze firefox, konqueror czy opera potrafia sobie poradzic z dluzszym komentarzem html'owym a ie nadal wyswietla zakomentowany fragment kodu to raczej niekompatybilnosc ze strony MS a nie calej reszty co nie??

no chyba, ze IE ma swoj wlasny jezyk HTML i tylko przypadkiem otwiera stronki nie napisane pod niego :)

robi wrazenie......

coraz wieksze wlasciwie.

OS ktory mam u siebie zainstalowany, i to jak to wszystko idzie do przodu. Moze jakims wielkim wymiataczem nie jestem - ale cos po tych paru latach spedzonych nad SID-em juz wiem.

Wlasnie pierwszy raz po ostatnim uaktualnieniu systemu odpalilem digiKam'a. Pamietam jak ten soft wygladal na samym poczatku - i pamietam jakie zrobil na mnie wrazenie. No i doczekalem sie nowej wersji. 0.9.0-beta1. Troche mi sie nie chce teraz sprawdzac, czy to co mnie denerwowalo, zostalo poprawione (m. in. uciekajace przy obrocie exif-y, problemy przy korzystaniu z opcji "pobierz do programu digiKam" z KDE Daemon'a zaraz po podlaczeniu aparatu) bom troche zmeczony a za chwile trzeba wstac do roboty. Na testy bedzie czas jutro :) .
To co udalo mi sie zarejestrowac na pierwszy rzut oka to miedzy innymi:
- dodatkowe menu z prawej strony - gdzie mozna sobie okienko rozwinac i w zaleznosci od zachcianek wyswietlic wlasciwosci pliku, podstawowego exif-a, makernote czyli dodatkowe informacje specyficzne dla aparatu
- opcja "digiKam Detect and Download" dodana do samego KDE Daemon'a wlasnie
- dodatkowe menu podczas przegladania zawartosci aparatu tuz przed pobieraniem zdjec - zblizone dosc do tego, o ktorym mowilem w pierwszym podpunkcie, z tym, ze rozszerzona o ustawienia pobierania
- skoro mowa o ustawieniach pobierania - to zostaly one rozszerzone o kilka opcji "On the Fly Operations"

Nie no - brawo panowie (i ewentualne panie) z projektu KDE.
Juz sie nie moge doczekac KDE 4 - bo z tego co wiem to szykuje sie niezla jazda :)

a calkiem niedawno ktos na debian-users-polish napisal ze debian sie na desktop-y nie nadaje, hehe - ze o laptopach tym bardziej nie wspomne :)

debian czy ubuntu

ubuntu czy debian ........ kurde - sie nie moge zdecydowac - z jednej strony - z jakiegos powodu wszystke te zajebiste distra bazuja na debianie - wiec chyba nie trzeba sie zastanawiac. Z drugiej strony - ciekawe ile pozycji moglbym wykreslic z mojej listy "to do" - gdybym sie przesiadl na kubuntu ostatnie. No tylko to tez tak nie do konca jest powiedziane, ze bedzie lepiej - bo jestem przyzwyczajony do sid-a - i swiezych paczek. Wiec kubuntu tez pewnie predzej czy pozniej stalo by sie niestabilym wydaniem. No i troche jestem leniwy - i srednio chce mi sie "kastomizowac" OS od nowa - a troche mi zajelo czasu urobienie swojego desktopu pod siebie. Tylko ze do ubuntu ciagnie mnie ostatnio cos jeszcze - skrot LTS w nazwie wydania - i inne takie - dajmy na to umowa miedzy Ubuntu a San-em czy VMware-m. :/ No i wyniki w distrowatch tez swoje chyba oznaczaja. pesymistycznie myslac nawet: jezeli bedzie tak dalej i chlopaki z debiana czegos nie wyplodza - to za jakis czas niewielu ludzi bedzie o nim pamietac - bo wszyscy beda dzialac na ubuntu :/

a jak to kiedys ktos w zartach napisal "ubuntu - staroafrykansie slowo oznaczajace doslownie - nie umiem skonfigurowac debiana" :D